Strona główna kultura Wielki Namysłowianin

Wielki Namysłowianin

Czułam się wielce wyróżniona propozycją złożoną mi przez pana Kazimierza, by jedną z jego książek „Dubla w piedestał, czyli Ksiuty z poezyją” opatrzyć wstępem. Oto fragmenty mojej opinii o zawartości książki;
„Felietony i krótkie formy prozatorskie, poezja, limeryki, aforyzmy czy epigramaty – literat posiada ogromny katalog form, w których może wyrażać swój stosunek do rzeczywistości. Rzadko się jednak zdarza wszechstronność tak daleka, że przerzucanie się z jednej formy na drugą nie sprawia trudności, lecz radość i to nie tylko twórcy, ale i odbiorcy dzieła literackiego. Owa wszechstronność i łatwość odnajdywania się w każdym gatunku wpisana jest w twórczość Pana Kazimierza Jakubowskiego – Wielkiego Namysłowianina.
…Najważniejszy jest ów specyficzny dla autora satyryczny pazur, pozwalający na świeże i demaskatorskie spojrzenie na ludzkie przywary, słabości, pokazujący nam czytelnikom inną stronę ludzkiej natury.
…Z pokorą odebrany „Krzyk światów równoległych czy rozbawiający do łez „Na lodowisku” zawierają mądrość i ostrość widzenia. Sprawiają też, że lekturę kończymy z zadumą, uśmiechem, a czasem gorzką refleksją nad nasza kondycją….
Należy żałować, że tak długo przepastne szuflady kryły przed czytelnikiem te niepowtarzalne utwory”.
Swego czasu wysłałam część twórczości pana Kazimierza pod ocenę mojej przyjaciółki pisarki i krytyka literackiego. Napisała krótko; fenomenalne. Dlaczego jednak ten człowiek urodził się w złym miejscu i w złym czasie? Ominęła go należna mu kariera.
Zastanawiam się, czy był świadom geniuszu, jaki w sobie nosił, czy wystarczała mu po prostu satysfakcja z tego co robił. Stawiam na to drugie.
Po panu Kazimierzu pozostała mi pamięć o nim, skoroszyt z unikatową korespondencją i książki z jego własnoręcznymi, specyficznymi dedykacjami dla mnie. Tylko tyle, czy aż tyle?
Apel, prośba do decydentów miasta o ławeczkę dla uczczenia pamięci pana Kazimierza taką, jakie mają polscy aktorzy akurat na trasie, którą na co dzień przemierzał pan Kazimierz, pomiędzy Domem Kultury a Biblioteką.
Czesława Kosturek
Fot. – archiwum rodzinne