Podróże zaskakują, fascynują, uczą. Można by wymieniać dziesiątki przymiotów promujących wojaże i można je na dziesiątki sposobów opisywać. Udało mi się dotknąć pięciu kontynentów i podziwiać ponad siedemdziesiąt krajów. Dużo? Wszystko jest relatywne. Dla wytrawnych podróżników pewnie nie jest to ilość imponująca, ale ja, w swojej pokorze uważam, że i tak jestem szczęściarą. Chcę z Czytelnikami przemierzać kulę ziemską i pokazywać – w moim subiektywnym odczuciu – niezwykłe osobliwości charakteryzujące opisywany kraj. Zejdę więc z utartych szlaków, a moim kompasem będzie ciekawość.
W poprzednim numerze pokazałam niezwykłość gruzińskiego alfabetu. Dzisiaj przeniesiemy się na drugą półkulę – do Ameryki Południowej, a konkretnie do Peru.
Peru to niezwykły geniusz Inków, Matchu Pitchu, płaskowyż Nazca z tajemniczymi malowidłami, potężne Andy, wyspy Balestas i tysiące innych atrakcji. Dzisiaj o fascynującej miejscu – Jeziorze Titicaca.
To największe Jezioro Ameryki Południowej o powierzchni prawie 8 300 km² jest jednocześnie najwyżej położonym, bo na wysokości 3 812 m. n.p.m. żeglownym jeziorem i największym z wysokogórskich jezior na świecie. Przez wody jeziora przebiega granica między Peru a Boliwią.
Nazwa jeziora wywodzi się z języka keczua i oznacza „puma polująca na królika”. „Titicaca” dostarcza tematu do żartów w sąsiedzkich kłótniach. „Titi” oznacza pumę a „Caca” niewłaściwie wymawiana – kupę pumy. Peruwiańczycy śmieją się, że do nich należy „Titi” , a do Boliwijczyków „Caca”. Oczywiście Boliwijczycy twierdzą na odwrót, o czym mogliśmy się przekonać płynąc na boliwijską Wyspę Słońca, czy podczas wyjazdu do La Paz – stolicy Boliwii.
Wypływamy katamaranem na wody jeziora. Dookoła nas wyrasta las ogromnych trzcin, wśród których znajdujemy drogę na pełne jezioro, a po chwili wyłaniają się niezwykłe wysepki.
Indianie ze szczepu Uros mieli dość najazdu innych plemion w tym Inków, postanowili więc uciec na jezioro i zbudować tam sztuczne wyspy z trzciny do zamieszkania. Wyspy powstają z sitowia zwanego „totora” porastającego jezioro. Indianie układają je w kilkumetrową warstwę. Dla stabilności i bezpieczeństwa wyspy mocuje się je za pomocą ciężkich brył mułu. Wymaga to niezwykłych umiejętności nurkowania i budowania podłoża w tak trudnych warunkach, którą to umiejętność wyspiarze opanowali do perfekcji. Takie kloce unoszą się na wodzie i są w stanie utrzymać całą wioskę. Chodząc po wyspie można poczuć jej lekkie bujanie. Aby wyspa nie odpłynęła kotwiczy się ją do wbitych w podłoże długich pali z eukaliptusa. Izolacje od wody stanowi gruba warstwa trzciny. Ponieważ trzcina gnije od spodu należy ją często uzupełniać.









